kafary.pl: logo kafary.pl: banner
Wyprawy o Wypady lokalne o Galerie o Szpejownik o Multimedia o Linki o O nas English info
Strona główna o Wypady lokalne o Góry Suhard i Alpy Rodniańskie – 2004

[]  Góry Suhard i Alpy Rodniańskie – 2004

galeria zdjęć zdjęcia info praktyczne info praktyczne


W Rumunii jest tyle pięknych pasm górskich, że mieliśmy duży problem z zadecydowaniem, gdzie się wybrać na wakacyjny trekking. W końcu padło na zapomniane przez turystów Góry Suhard, oraz sąsiadujące z nimi od zachodu wyższe i bardziej uczęszczane Góry Rodniańskie. Te ostatnie zwane są też Alpami Rodniańskimi ze względu na nietypowy dla Karpat Wschodnich skalisty charakter swojego najwyższego szczytu, Pietroşula, którego zdobycie było planowanym zwieńczeniem tej wycieczki.


Warning: file_put_contents(content/wyp_lok/gory_suhard_04/artykul-CACHE.html) [function.file-put-contents]: failed to open stream: Permission denied in /home/pepson/public_html/template/articles/show_article.php on line 13

Dojazd w Góry Suhard
11–12.08.2004

Do Rumunii dojechaliśmy przez Ukrainę. Wyruszyliśmy (cztery osoby: Jacek, Robert, Seba i Pepson) pośpiesznym pociągiem z Krakowa do Przemyśla, a stamtąd dalej autobusem z dworca PKS do Lwowa. We Lwowie kupiliśmy bilety na nocny pociąg do Czerniowców (Чернівці), gdzie dotarliśmy około 4-tej nad ranem dnia następnego. Czym prędzej udaliśmy się na dworzec autobusowy, gdzie za $10 od osoby zabraliśmy się z pewną panią autem do Suczawy (Suceava) w Rumunii. Tam wsiedliśmy do autobusu relacji Suczawa–Watra Dorna (Vatra Dornei), który dowiózł nas do punktu wyjścia w góry – miejscowości Iacobeni.

Góry Suhard (Munţii Suhard)
12–15.08.2004

Zdjęcie: Góry Suhard
Góry Suhard

W Iacobeni zrobiliśmy zakupy spożywcze i ruszyliśmy w trasę. Wdrapaliśmy się na główny grzbiet gór gdzieś na wysokości szczytu Iacob i zaczęliśmy rozglądać się za noclegiem. Poszliśmy jeszcze kawałek w stronę Tarnicy po czym rozbiliśmy namiot na dogodnie wyglądającej polance pod lasem. Niedaleko była chata pasterzy i przez pewien czas mieliśmy strażników w postaci dwóch białych psów pasterskich, które dzielnie warowały przy namiocie w nadziei na coś do jedzenia. Przez cały dzień pogoda była bardzo ładna i położyliśmy się spać z nadzieją, że następny dzień będzie co najmniej tak samo słoneczny.

Następnego dnia dziarsko ruszyliśmy przy pięknej pogodzie głównym pasmem gór, szybko pokonując kolejne wniesienia. Dookoła roztaczała się żywa zieleń rozległych połonin. Kilkakrotnie musieliśmy omijać szerokim łukiem pasące się owce, gdyż towarzyszące im w dużej liczbie zdziczałe psy pasterskie nie wyglądały na nastawione zbyt przyjaźnie. W okolicach Diecilora zdarzyło się nawet, że zostaliśmy otoczeni przez te krwiożercze bestie, ale na szczęście szybko znalazł się pasterz i uspokoił swoje psy. Porozmawialiśmy z nim przez chwilkę (polegało to głównie na machaniu rękami), po czym oddaliliśmy się w stronę Omu. Rozbiliśmy się zaraz za szczytem Diecilora – w samą porę, bo zaraz potem zaczął padać drobny deszczyk. W takiej sytuacji nie pozostało nic innego do zrobienia jak iść spać.

Zdjęcie: Pochmurny poranek
Pochmurny poranek

Rano obudziliśmy się w chmurach. Zachmurzenie utrzymywało się przez większą cześć przedpołudnia stąd też na niewiele skorzystaliśmy pod względem widokowym z najwyższego szczytu Gór Suhard. Na dodatek zaraz za Omu pomyliliśmy drogę i zamiast iść w stronę przełęczy Rotunda, która oddziela Suhard od Gór Rodniańskich, zeszliśmy w dolinę potoku Măria. Dotarliśmy do drogi na Valea Mare i zastanawialiśmy się nad dalszą trasą, gdy napatoczyła się ciężarówka wioząca robotników leśnych. Zabraliśmy się z nimi do miejscowości Şanţ, gdzie rozłożyliśmy się pod sklepem i suszyliśmy ubrania w promieniach słońca, które się właśnie pojawiło, popijając przy tym lokalne piwo marki Ursus. Właśnie mieliśmy się zebrać do zaatakowania Gór Rodniańskich, gdy do sklepu przybył właściciel schroniska „Diana” położonego przy trasie na szczyt Ineu. Zabraliśmy się z nim starą ładą nivą na górę, zaoszczędzając w ten sposób ze 600 m podejścia. Rozłożyliśmy namiot na łączce przy schronisku i dołączyliśmy do ogniska zorganizowanego przez grupę studentów z Bukaresztu. Zrobiła się z tego niezła impreza, gdyż studenci dysponowali sporymi zapasami rumuńskiego bimbru śliwkowego zwanego ţuică (wym. cojka), którymi szczodrze się dzielili. Postanowiliśmy zrobić sobie sobie następnego dnia przerwę techniczną :).

Góry Rodniańskie (Munţii Rodnei)
15–19.08.2004

Zgodnie z planem kolejny dzień spędziliśmy na leniuchowaniu. Studenci mozolnie zebrali się do powrotu do Bukaresztu – szło im to nieco opornie, gdyż byli zmęczeni po imprezie dnia poprzedniego. Okazało się, że biwakowali pod Ineu ładnych kilka dni, ale nie wyszli w góry, gdyż cały czas padało. Natomiast po naszym przybyciu pogoda zaczęła się w widoczny sposób poprawiać. Pan Dorel, właściciel schroniska, okazał się bardzo sympatyczny, za dwie noce biwakowania nic nam nie policzył, płaciliśmy tylko za zakupy przy sklepiku i okazjonalne piwko w barze.

W końcu nadszedł dzień wymarszu w góry. Pogoda piękna. Rozchmurzyło się całkowicie – na błękitnym niebie tylko gdzieniegdzie widać było malutkie obłoczki. Zaczęliśmy podejście na Ineu. Szczyt udało się zdobyć, potem jeszcze pokonaliśmy kilka mniejszych górek idąc głównym grzbietem w stronę Pietroşula zanim zmęczeni postanowiliśmy rozbić obóz. Góry Rodniańskie zrobiły na nas duże wrażenie, trawiaste zbocza nieco przypominają nasze Tatry Zachodnie, zaś w okolicach Pietroşula przybierają nieco bardziej skalisty, alpejski charakter. W trakcie wędrówki spotykaliśmy turystów przede wszystkim z Czech i Węgier – wszystko zatwardziali trekkingowcy, osprzętowani na kilka dni. Góry Rodniańskie to poniekąd wymuszają, gdyż na głównym grzbiecie nie ma prawie żadnej infrastruktury turystycznej i przyjęte jest wędrowanie z własnym namiotem.

Zdjęcie: Góry Rodniańskie
Góry Rodniańskie

Kolejnego dnia wędrówki dotarliśmy pod Pietroşula i tam spędziliśmy nocleg na wyznaczonym miejscu biwakowym. Zdobycie najwyższego szczytu Karpat Wschodnich zostawiliśmy sobie na następny dzień. Wyszliśmy z plecakami na przełęcz pod szczytem po czym podzieliliśmy się na dwie grupy aby spokojnie wejść na górę bez plecaków. Z Pietroşula rozciągają się piękne widoki, jak również straszy ruina po byłej stacji meteo. Postanowiliśmy, że trasę zakończymy w Borşy. Po drodze zatrzymaliśmy się nad jeziorkami Iezer a po zejściu jeszcze niżej urządziliśmy sobie kąpiel w potoku. Na skutek tych wszystkich przyjemności nie dotarliśmy do Borşy tego dnia i zaliczyliśmy jeszcze jeden nocleg w namiocie w lesie przy drodze do miasteczka.

Rano szybko zwinęliśmy namiot i zameldowaliśmy się w Borşy. Przez chwilę podziwialiśmy jeszcze raz Pietroşula – tym razem z dołu i zaczęliśmy planować powrót. Pojechaliśmy autobusem do Wyszowa Dolnego (Vişieu de Jos) i stamtąd koleją do Salvy. Pociąg nosił dumne miano rapid, czyli pośpieszny (co oczywiście znalazło odzwierciedlenie w cenie biletu) ale poruszał się z prędkością zwykłego osobowego. W sumie to mogliśmy pojechać jadącym dwie godziny późnej osobowym, byłoby taniej, a w Salvie i tak czekaliśmy na pociąg do Suczawy do wieczora. Spotkaliśmy trójkę turystów z Warszawy i razem z nimi urządziliśmy sobie kolację na tarasie lokalnej piwiarni.

Powrót do Polski
20.08.2004

Wysiedliśmy nad ranem z pociągu z Salvy na dworcu Suceava Nord skąd mikrobusem dojechaliśmy na autogara czyli dworzec autobusowy. Kupiliśmy bilety na autobus do Czerniowców na Ukrainie i wczesnym świtem opuściliśmy Rumunię. W Czerniowcach podzieliliśmy się – Seba i Robert wrócili do Polski przez Lwów i Medykę, a ja z Jackiem postanowiliśmy wybrać się jeszcze w Gorgany – ale to temat na osobną relację.

. . .

W trakcie wycieczki i przy pisaniu tej relacji korzystaliśmy z następujących opracowań:

  • Ł. Galusek, M. Jurecki, A. Dumitru, Rumunia. Mozaika w żywych kolorach, wyd. 1, Bezdroża, Kraków 2004.
  • Munţii Suhard. Hartă turistică, mapa turystyczna 1:100 000.
  • Rodnei Mountains, mapa turystyczna 1:50 000, Dimap, Budapeszt.



Szukaj

Informacje

Czas: 11 – 20.08.04
Lp. uczestników: 4
Tekst: Pepson
Kontakt: pepson (at) kafary pl

->  WIĘCEJ INFO

Galeria

->  GALERIA ZDJĘĆ

Linki do podobnych tekstów

Podobne wyprawy

Globetrotters