„Kafary?”
Wszyscy nas o to pytają – skąd taka nazwa? O co w ogóle chodzi?
Tak, to prawda – należy Wam się kilka słów wyjaśnienia...
Dawno, dawno temu, w bardzo zamierzchłych czasach (to znaczy jakieś 10
lat temu) na jednej z krakowskich siłowni, której historia jest prawie
równie bogata i długa jak historia samego Grodu Kraka (to lokal
z tradycjami proszę Państwa – nie jakaś tam osiedlowa speluna) stałym
gościem był niejaki Rubens (personalia dla dobra sprawy przemilczymy) –
lat około 50-ciu, pan korpulentny, z bogatą przeszłością niekoniecznie
zawsze zbieżną z interesem publicznym. Tenże Rubens, dusza towarzystwa,
nabijał się często z młodych, nabuzowanych sterydami karków, których
przygoda z klubem zaczynała się i kończyła na jednej wizycie.
Przychodził taki, chciał poszpanować, kazał sobie naładować 150 kg na
klatkę, ryczał niczym lew i... zerwał mięsień. Cóż – nie jest łatwo
zaimponować kolegom w dzisiejszych czasach. Na tym kariera sportowa
delikwenta się kończyła, ale niezmiennie po nim przychodzili następni.
Rubens, który latami przywykł do tej prawidłowości jak do pór roku,
tłumaczył ich czule: „ale wiecie” – mówił – „kafary tak mają!”.
To powiedzenie stało się synonimem porywania się na coś ponad siły
fizyczne. Od tej pory ilekroć plecak cięższy był od zakładającego go
nieszczęśnika, reszta pocieszała go: „kafary tak mają!”. Kiedy
przemoczeni, zziębnięci po górskich wędrówkach, z odpadającymi po
całodziennym marszu nogami ładowaliśmy się do następnego autobusu żeby
na wieczór zdążyć na imprezę a potem następnego dnia na rajd offroadowy,
powtarzaliśmy sobie że nie ma się co przejmować, bo... „kafary tak
mają”. No i tak zostało.
Wybaczcie więc, że nie „podróżnicy”, „globtroterzy”, „trawelerzy” albo
coś podobnego – „kafary” bardziej do nas pasują bo... kafary tak mają.
|
 |
 |
 |
 |
| frankie (at) kafary pl |
agi (at) kafary pl |
bashia (at) kafary pl |
pepson (at) kafary pl |
|